Czy 10 minutowe spóźnienie stało się modne?

W dość w krótkim czasie miałam do czynienia z powtarzającą się sytuacją , którą każdy zna. Nie lubimy jej, ale zdarza się, że znajdujemy się w niej przez nas samych , albo „szkodników” którzy nas w nią wpędzili.

❓ A o czym mianowicie mówię? Ktoś wie?

O SPÓŹNIANIU SIĘ!

❓ Kto z nas lubi spóźnialskich? A kto z nas nigdy się nie spóźnił, niech rzuci kamieniem!
❓ No właśnie, jak to jest, że gdy nam zdarzy się spóźnić, to sobie dość szybko wybaczamy, ale gdy druga osoba nam to zrobi, potrafi zrujnować nam to cały dzień?

❓ Czy dbanie o punktualność jest dość istotnym elementem w życiu, nie tylko biznesowym, ale i prywatnym?

❓ Czy faktycznie 10 minutowe spóźnienia staje się coraz modniejsze?

Odpowiem Wam krótko, ale treściwie na te pytania.

🕙 SPÓŹNIANIE SIĘ NIGDY NIE JEST OK! Ani przez nas samych, ani przez innych. Czy to w pracy, czy na kolację ze znajomymi. A jeżeli ktoś uważa, że modne jest nie dbanie o punktualność, to niech lepiej nie czyta dalej, bo ja nie mam zamiaru być zgodna na ten temat!

Pomijam sytuację, gdy się spóźniamy, lecz nie z naszej winy. Wypadek na drodze, zalane mieszkanie, dziecko zachorowało itp, itd… Na tego typu zdarzenia nie mamy wpływu i naszym obowiązkiem jest być wyrozumiałym dla danej osoby. W takich sytuacjach, mile widziane jest jakieś pokrzepiające słowo padające z naszych ust.

Dlaczego mamy się godzić na nie okazywanie nam szacunku? Jeżeli ktoś się spóźnia, nie przychodzi w ogóle, albo w ostatnim momencie pisze, że się nie zjawi bo… i tu wymienia stertę nic nieznaczących samolubnych wymówek, to ja Cię proszę… Trzymaj mnie, bo nie wytrzymam!

Osobom niepunktualnym brakuje dobrych manier, a przynajmniej za takie są postrzegane. Osoba która „luźno” podchodzi do umówionych terminów jest uważana za osobę niesłowną i mało wiarygodną.

Przeleciałam Internet wzdłuż i wszerz z ciekawości, jak eksperci odnoszą się do wyżej wymienionych osób, i wiecie co? Wszyscy którzy wypowiadają się na ten temat nie pozostawiają suchej nitki na spóźnialskich.
❓ Skoro więc wszyscy wiemy, że to bardzo zła cecha to dlaczego dalej tak postępujemy?

🎯 Diana DeLonzor, autorka książki „Nigdy więcej spóźnień. Przez punktualność do sukcesu.” wyszczególnia siedem kategorii ludzi skłonnych do spóźniania się. Większość ludzi należy czterech z nich:

🕙 Pierwszą z nich jest grupa osób nazywana przez autorkę Zmotywowani przez kryzys (The Deadliners), czyli działający pod presją czasu i zostawiający wszystko na ostatni moment. Ludzie ci są uzależnieni od epinefryny ( adrenaliny) i nie potrafią zorganizować sobie czasu gdy mają go mnóstwo. Najprawdopodobniej zatem w celu zwiększenia poziomu adrenaliny rozpoczynają walkę z czasem, przypominającą Krwawe Igrzyska i Walki Gladiatorów na śmierć i życie.

🕙 Druga grupa, to Producenci (The Producers). Ludzie, którzy nienawidzą tracić czasu i uważają, że są nadzwyczaj wydajni. Planują długą listę zajęć, a na wykonanie ich dają sobie np. godzinę. Wiadomo, że efekt końcowy jest taki, że albo rzeczy są niedokończone, albo pewna ich część nie została nawet rozpoczęta.

🕙 Trzecia grupa, moja ulubiona: Nieobecni myślami profesorowie (The Absent – Minded Professors), czyli ludzie starający się wykonać jedną czynność, ale rozpraszani przez działanie innych bodźców tracą poczucie czasu. Podam może przykłady:

„Będąc w sklepie w celu kupienia sera, po drodze widzę promocję na proszek do prania, którego tak naprawdę nie potrzebuję, lecz mimo wszystko podejdą go TYLKO obejrzeć”.

„Robiąc w zeszycie notatki do pracy nagle widzę zagięty róg i myśl nagle cofa się o 20 lat wstecz, kiedy to modne było pisanie pamiętników i zostawianie sekretów pod zagięciem”.

Lubię tę grupę, bo powoduje uśmiech na mojej twarzy. Jednak nazwałabym ją „Dzień z życia kobiety” 😀

🕙 Czwarta grupa to Buntownicy (The Rebels). Według autorki są to ludzie, którzy za swoje spóźnienie zawsze obwiniają osoby trzecie lub sytuacje np korek na drodze albo złą pogodę. Osoby te nie czują się winne, a wręcz potrafią być obrażone, że zostało im wytknięte złe zachowanie. Traktują spóźnienie jako formę demonstracji swojej siły.

„Lepiej trzy godziny za wcześnie, niż jedną minutę zbyt późno” William Shakespeare

❓ Czy jeżeli pracownik tłumaczy się, że już tak ma w naturze, to czy powinniśmy przymykać oko na tego typu zachowanie? Absolutnie nie!

Mając do czynienia z takim pracownikiem, nigdy nie będziesz mógł spać spokojnie. Skąd niby miałbyś mieć pewność, że zdąży ze zleceniami na ustalony termin, albo że na umówione spotkanie w ogóle się pojawi? Niestety spóźniając się do pracy każdego dnia „tylko” 10 minut, w ciągu miesiąca jest to średnio ponad 3 godziny, a w ciągu roku 42 godziny, za które TY płacisz z własnej kieszeni. Więc sam odpowiedz sobie na pytanie, czy warto?

Nie namawiam Ciebie, aby nie dawać takim ludziom szansy. Niektórym naprawdę jest ciężko poradzić sobie z czasem. Należy im pomóc i wytłumaczyć, że ich zachowanie jest sprzeczne z podstawami dobrego wychowania i że to osoby wyczekujące na tym cierpią, a nie spóźnialscy.

👉 Czasem małą nauczką możesz też wiele nauczyć. Taki mały „pstryczek w nos” może naprawdę zmienić życie. Wierz mi, na własnej skórze się o tym przekonałam…
Kilka lat temu dostałam w tym samym czasie zaproszenie na rozmowę kwalifikacyjną od trzech różnych bardzo prestiżowych firm. Należałam wtedy do grupy drugiej, czyli „Producentów” więc umówiłam wszystkie spotkania na jedno przedpołudnie. Dodam, że mieszkałam wtedy w Londynie i mimo, że transport publiczny jest tam bardzo rozwinięty, to jednak aby dotrzeć z punktu A do punktu B, potrzeba czasu. No, ale nic… Ja nie dam rady? Pff, łatwizna!!!

Na pierwsze spotkanie z panią X dotarłam bez problemu, rozmowa szła nam fantastycznie, więc żyjąca w swoim świecie, „bez zegarka” i bez stresu dopiłam kawkę. Podziękowałyśmy sobie i ruszyłam dalej.

Wiedząc już, że nie ma szans, abym zdążyła na czas na kolejne spotkanie, biegiem wskoczyłam do metra. Spóźniona dotarłam do celu. Usłyszałam, że pan Y ma teraz inne spotkanie, ale zaraz skończy. Świadoma, że nie będę na czas na ostatnim spotkaniu starałam się sama siebie pocieszyć, że tylko chwilkę poczekam, powiem co mam do powiedzenia i pobiegnę dalej. Niestety, czekałam 40minut! Tyle, ile ja się spóźniłam. Wiedziałam, dlaczego tak się stało, a Pan Y skinął tylko głową mówiąc, że w jego firmie się nie spóźnia, a jeśli już do tego dochodzi to kultura wymaga, aby poinformować o tym fakcie, a czekanie na niego było karą. Moja twarz, która dopiero odzyskała swój kolor po biegu w szpilkach znów zrobiła się czerwona. Odbyliśmy później już bardzo satysfakcjonującą rozmowę i ruszyłam dalej.

Tym razem w drodze do kolejnej firmy wysłałam wiadomość, że się spóźnię. Znowu ZONK. Nic ten fakt nie dał, ponieważ email wysłany był z opóźnieniem. Dojechałam do firmy i usłyszałam, że pana Z nie ma już w pracy. Załamana, bo najbardziej zależało mi na tym spotkaniu, zjechałam windą do lobby na kawę. Po ponad godzinie zauważyłam, że Pan Z dopiero wychodzi z biura….

❓Jaki więc z tego morał? Że nigdy nie wiesz, czy przez Twoje lekkomyślne podejście do czasu i ludzi, życiowa szansa dosłownie nie przejdzie Ci koło nosa.

Szanujmy czas, bo on nam bezpowrotnie ucieka….

Autor: Agnieszka Winnicka, F&B Manager